![]() | ||||||
Imię i nazwisko: Margery „Mae” Todd
Wiek: 21 lat
Płeć: kobieta
Pochodzenie: Alchein, Silverstone
Status: wygnaniec
Orientacja seksualna: biseksualna
Czy zaszczepiony/a: tak, z negatywnym skutkiem
Wykonywana praca: brak
Więzy rodzinne: Lavena oraz Alec Todd, rodzice
Cechy szczególne: platynowe, proste włosy; towarzyszy jej małpka Momo, którą odratowała w pierwszych dniach swojego pobytu w strefie
Kieruje: jill#6443
O postaci: Mae, córka biznesmena i modelki o świetlanej, niegdyś, przyszłości trafiła do strefy wykluczenia z błahego, choć wystarczającego powodu. Jej organizm nie wykazał żadnej reakcji na szczepionkę, dlatego została skazana na wygnanie, pod pretekstem wyjazdu za ocean do prestiżowej szkoły. Kilka miesięcy spędzonych w strefie zmieniło ją diametralnie - stała się własnym przeciwieństwem, mimo że początkowo z tym walczyła, nie chcąc aby las odebrał jej rozum. Stało się jednak zgoła inaczej - każdego ranka o świcie słońca (czyli wtedy, kiedy wojsko wywozi nieprzytomnych obywateli do strefy) przesiaduje na gałęzi rozłożystego drzewa, przyglądając się każdej ofierze z osobna i szukając w nich swoich rodziców. Mae sądziła, że byłoby to prawdziwe szczęście w nieszczęściu, choć były na to nikłe szanse - przyjęli szczepionkę, zupełnie tracąc samych siebie.
Dziewczyna była niegdyś pełna życia, energii i radości, jednak życie odebrało jej wszystko i sprawiło, że stała się nieufna i porywcza. Czasami nachodziło ją uczucie, jakby postradała zmysły - kilka miesięcy spędzonych pośród bezkresnego lasu obudziły w niej najgorsze cechy i wewnętrzne demony. Dni zlewały się w jeden, który nigdy się nie kończył i polegał na walce o przetrwanie. Uczucie głodu na szczęście było odczuwalne tylko przez jakiś czas - później towarzyszyły jej mdłości, a te lepiej znosiła niż natrętne ssanie w żołądku. Lęk i strach przed nieznanym, ukrytym pomiędzy drzewami sprawił, że nie spała zbyt wiele, a kiedy zasypiała - jej organizm nieustannie czuwał, co nie pozwalało mu na odpowiedni wypoczynek i regenerację. Mae przypominała wrak człowieka, któremu odebrano wszystko, co tylko miała - nie złamano jednak jej siły i uporu, które trzymały ją przy życiu. Pocieszające były również wizje, w których była bezpieczna i na powrót szczęśliwa, jednak nie wiedziała, czy są to może czcze marzenia, czy faktycznie Mae będzie miała w przyszłości możliwość ich spełnienia.
Mae bardzo długo walczyła, tym bardziej, że niektórzy po kilku dniach odbierali sobie życie. Brak kontaktu z ludźmi, życie bez dachu nad głową, przerażenie, które nieustannie jej towarzyszyło i gasnąca nadzieja sprawiły, że dziewczyna pozornie się poddała. Przestała walczyć za wszelką cenę o kolejny dzień, kolejne ciosy przyjmowała ze stoickim spokojem, mimo że w środku cała krzyczała, trzęsła się i płakała z bólu i niemocy. Las ukształtował ją na nowo.
Stworzył dojrzałą kobietę, która przestała bać się własnego cienia - a raczej po prostu miała odwagę, aby stawić temu czoła, gdyż nawet mijający w strefie czas nie pomógł Mae się w niej zadomowić i ciągle powodował tak samo duży strach. Dziewczynie uśmiech stał się obcy, podobnie jak śmiech i wszystkie inne pozytywne uczucia, które niegdyś towarzyszyły jej codziennie. Stała się oschła, zdystansowana i nieufna, pełna rezerwy do wszystkiego i wszystkich. Podejrzliwość stała się jej drugim imieniem, a swój opryskliwy stosunek do ludzi zawdzięcza oczywiście trudnym warunkom, do których to musiała się odpowiednio przystosować. Przekonała się, że ludzie w strefie nie zasługują na tę przyjemną wersję jej, a przynajmniej takich jeszcze nie poznała. Czuła, że nie pasuje do tych wszystkich wygnanych, więc dlaczego ona się tu znalazła? Może zaszła jakaś pomyłka? W swojej niezbyt długiej karierze w strefie doświadczyła wiele bólu od innych ludzi - wydawali jej się zepsuci, więc może i ona taka była? Tylko dlaczego w niej tliła się nadzieja, a oni woleli ją wykorzystać dla własnych interesów, uprzednio udając jej przyjaciół? Nie wiedziała dlaczego ludzie tak postępują - w końcu byli w tym bagnie razem, więc dlaczego nie mogli połączyć swoich sił? Z każdym dniem Mae skłaniała się do wniosku, że do strefy trafił prawdziwy margines społeczny, a jej chęci współpracy z kimkolwiek, kto nie był Momo, zanikły.
W momencie, w którym straciła wszystko - zaczęła doceniać choćby fakt, że dane jest jej przeżyć kolejny dzień. Margery nie potrafi walczyć, czy to wręcz, czy to bronią - wszystko robi intuicyjnie, a do tego pomaga jej najwyraźniej łut szczęścia, bo jak inaczej wytłumaczylibyśmy to, że jest w strefie już dosyć długi czas, jak na osobę, której umiejętności potrzebne do przetrwania są obce? Dziewczyna była nikim innym, jak ułożonym dzieckiem z dobrego domu, które zawsze miało wszystko, co chciało i co było jej potrzebne. Nie musiała się martwić o nic, dlatego oderwanie jej od takowej rzeczywistości było swoistym szokiem, przez który Mae nie jeden raz przeżywała prawdziwe załamania nerwowe i była na granicy popełnienia samobójstwa. Mimo to ona sama wiedziała, że to nie w jej stylu - każdy następny dzień nie prezentował się dobrze, ale to nadal nie było wyjście z sytuacji, a ucieczka - kto wie, może kiedyś rządy się zmienią i ktoś ich uratuje?
Mae wierzyła, że luki w systemie kiedyś sprowadzą ich do domu, do rodziny. Do poprzedniego, szczęśliwego życia. I tylko ta myśl trzymała ją przy życiu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz