Kelner pojawił się przy bufecie w zastraszająco szybkim tempie, pewnie dlatego, że mężczyzna był z rudowłosą, którą tamten dobrze znał, a raczej musiał znać, bo jakby inaczej?
- Mogę dzisiaj zaproponować drinki na firmę - powiedział nieznajomy Terrence'owi blondyn, spoglądając na kobietę siedzącą obok niego. Ta tylko wykrzywiła usta w uśmiechu, zagajając:
- Więc, na co mamy ochotę? - karta z drinkami została podsunięta pod jego nos.
Terrence podjął ją, z chwilowym zawahaniem, dobrze wiedząc, że jeśli się napije, nie będzie miał hamulców i powrót do domu będzie, być może, jego podróżą w jedną stronę. Ale... Z drugiej strony, matka powtarzała mu zawsze, że gospodarzom nie powinno się odmawiać, a on dbał o kultywowanie jej nauk, więc...
- Tequila z sokiem, proszę - mruknął do kelnera, który nadal wyczekiwał ich zamówienie.
- W takim razie będzie dwa razy to samo - dodała nieznajoma.
- Nie sądziłem, że córka takiej szychy będzie równie rozrywkowa - kontynuował, dłonią odgarniając włosy z czoła. Nie patrzył na kobietę, pewnie dlatego, że nie czuł się za dobrze. Cztery dni w jaskini dały mu w kość, a potem całonocna gra, przebywając w nielegalnym miejscu tylko dopełniła całokształt. Nie chciał pokazać, że nie miał ochoty na rozmowę i picie, ale nie miał też wiele do stracenia. Wychodził z założenia, że zawsze powinien korzystać z tego, co dawało mu życie, bo nie wiedział kiedy tego zabraknie - dlatego wychylił lampkę tequili praktycznie od razu, kiedy tylko ją dostał.
- Mam nadzieję, że zaskoczyłam, ale tylko i wyłącznie pozytywnie.
- Cóż, tutaj każda kobieta, która potrafi coś więcej niż tasować karty, pozytywnie zaskakuje. Chociaż komu jak komu, tobie nie trzeba tego mówić.
- Nietypowa treść komplementu, sir, a mimo to dziękuję za te urocze słowa. Zaimponował mi pan w równie wysokim stopniu - powiedziała, co wywołało u niego znaczny uśmiech. Kelner podszedł ponownie, uzupełniając kieliszek Terrence'a. Rudowłosa, w porównaniu z nim, była chyba nieco bardziej roztropna, jeśli chodzi o picie alkoholu.
- Więc jak, Manson? Powiesz mi jakie imię nosisz? Musisz mi wybaczyć, ale półświatek, w którym się otaczamy chyba uznał to za mniej ważne, skoro nadal go nie znam - zagaił. - Nie wiem zresztą dlaczego, uważam że to dosyć ważna kwestia.
- Michaela - odparła z uśmiechem błąkającym się w kącikach ust. - Umiejętnie wybrnąłeś, tożsamość przeciwnika trzeba znać, więc może i ty zaszczycisz mnie swoim, sir? - po raz kolejny uniosła szklaną butelkę do ust, upijając łyk delikatnego piwa.
- Nivan - uśmiechnął się w odpowiedzi. - Jednak nie bierz tego do siebie, to nie wieczór zapoznawczy. Może zaproponuję więc jeszcze jedną kolejkę, choć to nie ja stawiam?
***
Nie mógł powiedzieć, że zabawa nie była przednia. Dosyć szybko przenieśli się z niewygodnych, choć obitych czarną skórą hokerów na kanapę. Okazało się, że mieli ze sobą całkiem dużo wspólnych tematów, a żarttom nie było końca. Nie poruszali żadnych prywatnych tematów, ale to dobrze, właśnie taki był cel tego wieczoru, przynajmniej dla Terrence'a. Nie wiedział nawet kiedy lokalni dilerzy postanowili opchnąć im działkę. Najpierw jedną, oczywiście, co by wszystko odbyło się kulturalnie, ale potem nie byli w stanie zliczyć co i w jakiej ilości wzięli lub wypili. W końcu otoczenie zlewało mu się w jedną, wielką, kolorową plamę. Nie sądził zresztą, że z nowo poznaną Michaelą było inaczej, wręcz przeciwnie, sądził że jest gorzej, w końcu była dużo drobniejsza, a jak wiadomo, ma to pewne znaczenie. Okupowali jedną z wielu kanap, które mimo wczesnego poranka wciąż były pełne. Śmiali się głośno, Terrence miał wrażenie, że najgłośniej ze wszystkich, a nigdy nie lubił być w centrum uwagi. W tamtym momencie wiedział jednak jedno - że nie dbał o to. Ani o to, co będzie za pięć minut, godzinę, czy trzy, nawet jeśli teraz ryzykował własnym życiem, swoją przyszłością. Alkohol i wszelkie używki sprawiły, że nawet wcześniejsze niepochlebne zdanie Michaeli o wygnańcach odeszło w niepamięć - w końcu tutaj nie był Terrencem, był Nivanem, zwykłym sprzedawcą w sklepie. Może zgubnym było dla niego, że nie opracował dokładnie historii swojego alter ego, ba, nie pomyślał nawet o nazwie sklepu, w którym to rzekomo zagrzewał miejsce, ale nigdy nie sądził, że będzie komukolwiek podawał podobne informacje.
Zabawa trwała w najlepsze. Wszystkie zmartwienia stały się momentalnie niczym, kiedy rozmawiali - Terrence nie śmiał pomyśleć, że chodziło o obecność dziewczyny. Tłumaczył się tym, że z racji odosobnienia potrzebował jakiegokolwiek kontaktu z innymi i dlatego czuł się teraz tak dobrze i beztrosko. Michaela nie miała z tym nic wspólnego, miała być dla niego odskocznią. Dokładnie o to chodziło, w końcu nie znali się nawet doby. Wkrótce jednak ich dobra zabawa została brutalnie przerwana przez wkroczenie ochrony. Drzwi zostały otworzone z rozmachem, a wszyscy, nawet ci najbardziej pijani, momentalnie ucichli - Terrence również - miał wrażenie, jakby ktoś uderzył go w potylicę. Zimne dreszcze spowodowały gęsią skórkę, niepokój i stres wstrząsnął jego ciałem i miał wrażenie, jakby momentalne wytrzeźwiał. Starał się nie okazywać po sobie, jak bardzo przestraszony był w tamtym momencie, ale negatywne emocje sięgały zenitu, kiedy za ochroną wkroczyła dodatkowo straż. Wtedy był pewny, że po kogoś przyszli i miał wielką nadzieję, że nie po niego. Kiedy Michaela na niego nie patrzyła, matowy wzrok wlepiając w przybyszów, Terrence wstał, starając się zrobić to po cichu i skierował się do tylnych drzwi wejściowych. Minął bufet, w którym kelner wycierał kieliszki, zaspany po całej nocy, a odwracając się spostrzegł, że ochrona rozmawia ze strażą, stojąc do niego tyłem. Korzystając z okazji, że nie zwracano na niego zbytniej uwagi, przemknął przez ladę, wycofując się na zaplecze. Informacje o tym, że były tam drzwi, pozostawił dla siebie - jak widać, przydała mu się. Od metalowej, dotykowej klamki dzieliło go kilka kroków, kiedy usłyszał za swoimi plecami nieznaczne stawianie kroków i znajomy już głos:
- Nivan? - przymknął oczy, stojąc tyłem do zdezorientowanej Michaeli, jednak nie zastanawiał się długo. Otworzył drzwi, wychodząc przez nie, po czym dodał, aby ratować sytuację. Wiedział, że była pijana, więc nie powinna drążyć.
- Przejdziemy się? Zrobiło mi się strasznie duszno i niedobrze, a zaraz świta. Będzie ładny widok.
Michaela, honey? c:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz