Michaela machinalnie doskoczyła do dryblasów odzianych w odświętne garnitury wskazujące na styczność z wyjątkowo ważnymi urzędnikami. Jak się okazało po kilkudziesięciu sekundach monotonnie deklamowanych przez przybyszów wyjaśnień, poszukiwali oni natrętnego człowieka, który w równoległych odstępach czasowych przerywał ciągłość bariery ochronnej otaczającej metropolię. Mansonówna odprawiła grupę mężczyzn słowami zapewnienia, że żaden z dzikusów błąkających się poza granicami miasta nie otrzymałby przepustki, aby gościć w bogato urządzonym kasynie; taka wybitna jednostka rażąco odstawałaby na tle innych osobowości zebranych w świecie hazardu.
Kobiecina swojego poprzedniego, a zarazem o niebo bardziej interesującego, rozmówcę nakryła na zwinnym umykaniu drzwiami ewakuacyjnymi ulokowanymi na zapleczu.
Zgrabne wyminięcie przez Nivana tematu pretekstem podziwiania wschodu słońca nie zadowoliło w pełni rudowłosej. Otaksowała mężczyznę bacznym spojrzeniem, chcąc zweryfikować czy jego propozycja podszywana jest przez wyćwiczone kłamstwo czy może wręcz przeciwnie.
– Przy okazji odprowadzę cię do mieszkania, na dziś przydałoby się zakończyć te swawole – stwierdziła pewnie, nie przewidując słowa sprzeciwu.
– Tak szybko przejmujesz inicjatywę? – powiedział, poruszając brwiami. – Muszę cię zmartwić, ale dzisiaj taki zaszczyt cię obejdzie. Gdzie mieszkasz? Lubię spacery.
– A ja lubię wieść prym, Nivan, jednak tym razem daruję ci owy występek – Michaela dramatycznie wywróciła oczami w geście podkreślenia tragizmu sytuacji. – Moje mieszkanie znajduje się z trzy przecznice stąd, ale zawsze możemy obrać okrężną drogę, jeżeli jesteś w stanie znieść moją uporczywą obecność – zdanie zwieńczyła porządnym szturchnięciem rozmówcy w ramię. – Co się sprowadza do miejsca grzechu w formie kasyna? Oczywiście oprócz wysokoprocentowych napoi, panien, chęci przyprawienia życia o nutę rozrywki. Dlaczego szukałeś odskoczni właśnie w taki sposób? – przyszlifowała ciekawość w głosie, starając się nadać mu najbardziej neutralnego brzmienia na jakie było stać rudzielca.
Dla urozmaicenia spaceru po pieczołowicie wyłożonych granitowych płytach wspięła się na niski, kamienny murek oddzielający deptak od ciągnącego się pasa zieleni wzdłuż chodnika, nareszcie znajdując się na wysokości nieco przytępionego przez alkohol wzroku ciemnowłosego.
– Prawdę mówiąc, chyba znamy inny „wachlarz możliwości”. Chyba prowadzimy też inne życia, skoro takie coś w ogóle wpadło ci do głowy. W każdym razie, nie wiem‚ może to za sprawą tego klimatu, którym kasyna się otaczają? – zdawkowa odpowiedź padająca z ust chłopaczyny spotkała się z niechlubnym cmoknięciem Mansonówny.
– Byłby z ciebie wybitny dyplomata muszę przyznać – niektórzy uznaliby to za naruszającą godność, karcącą uwagę, inni za żart z dźwięcznie zaznaczaną ironią; Nivan natomiast niewzruszenie podążał przed siebie. – Z czasem ta kusząca powłoka zasnuwająca istny motłoch w wewnętrznej strukturze kasyn czy innych miejsc, w którym dusza może hulać bez ograniczeń, znacznie słabnie, gdy nadużywa się dostępnych atrakcji. Co powiesz na smakowanie tego wszystkiego kawałek po kawałku? – przechyliła głowę, a wiedzione prawem grawitacji, intensywnie rude pasmo włosów zasłoniło część twarzy kobiety. Postanowiła przejść do sedna wypowiedzi bez babrania się w wymijające temat opisy. – Spotkamy się jeszcze? Za jakieś trzy, może cztery dni? Oczywiście nie naciskam, ale cudownie by było znów porozmawiać z kimś na poziomie, nie tylko ze współpracownikami ojca, którzy nastawieni są wyłącznie na materialne korzyści. Prawdę powiedziawszy, za twoją sprawką po raz pierwszy śmiałam się do rozpuku – sprzedała chłopakowi kolejnego kuksańca w bark.
– Cóż, chyba jesteś tą osobą, które nie wiedzą co będzie jutro, a mi to odpowiada, więc sądzę że ponowne spotkanie będzie jeszcze bardziej przyjemne. W końcu jak może nie być, skoro to spotkanie ze mną? No, nie wiem kiedy i o której, ale wątpię, żeby po dzisiejszym dniu nasze drogi nie zeszły się ponownie.
Michaela nie kryła się ze szczerym uśmiechem. Może nieco słabym, bo spowodowanym nadmierną ilością stężonego alkoholu w krwiobiegu, ale jak najbardziej prawdziwym.
– Wiesz, gdzie mnie szukać na przyszłość, sir.
– Nieprzytomnej pod którymś ze stołów w kasynie?
– Mniej więcej, tak – potwierdziła z cichym chrząknięciem.
Beztroska pogawędka nie trwała długo. Poranny patrol bezwzględnej policji nadzorujący uśpione jeszcze ulice nie przewidywał tłoku, z którego mógłby wedle uznania wychwycić karane potencjalnym mandatem osoby, więc drogą eliminacji zwrócił się on do chwiejnie wałęsającej się dwójki młodych ludzi. Los sprzyjał pracownikom komendantury, ponieważ ich służba o bladym świcie została urozmaicona o zatrzymanie pary wyraźnie upojonych imprezowiczów, a następnie bezzwłoczne przetransportowanie jej na najbliższy posterunek.
Współtowarzysz cicho przeskoczył przez metalowe zaciski wiążące siłę w jego knykciach, gdy gliniarz ciężko człapał przez monochromatycznie udekorowany korytarz aresztu. Umundurowany osiłek wlokący za sobą nieszczęsny duet solidnie oberwał od Nivana stalowymi kajdankami w grdykę, tracąc tym samym świszczący z przemęczenia oddech na kilka dłuższych chwil ku korzyści delikwentów.
– Chodź, zbieramy się, nie możemy ryzykować przymusem płatności sztrafu – szczelnie przylegające do nadgarstków kajdanki kobiety opadły z donośnym brzękiem na kafelki przy pomocy cienkiej blaszki, którą Nivan wynalazł z sam bóg raczy wiedzieć.
– Jestem w stanie spłacić tę grzywnę, wyjdziemy bez szwanku. Wystarczy tylko pokazać dowód tożsamości, za sprawą sowicie przekupionej psiarni nawet nas nie spiszą.
– Nie mam przy sobie dokumentów. Zostały w innym ubraniu, musimy uciekać – poważne ponaglenie bruneta raptem wymyło z głowy Michaeli nieprzemyślany plan.
Instynktownie pędem skierowali się w stronę wyjścia, ani razu nie oglądając się za siebie. Gdy w końcu zaczerpnęli w ściśnięte ze stresu płuca orzeźwiającego haustu powietrza, na twarzy rudzielca wykwitł uśmiech ulgi, wkrótce i takowy zagościł u Nivana.
– Nie powtarzajmy tego więcej – po wydyszanej prośbie kobieciny ich nogi powiodły pechowy duet w dwie różne strony, ku odmiennym interesom i bezpiecznym domostwom.
– Byłby z ciebie wybitny dyplomata muszę przyznać – niektórzy uznaliby to za naruszającą godność, karcącą uwagę, inni za żart z dźwięcznie zaznaczaną ironią; Nivan natomiast niewzruszenie podążał przed siebie. – Z czasem ta kusząca powłoka zasnuwająca istny motłoch w wewnętrznej strukturze kasyn czy innych miejsc, w którym dusza może hulać bez ograniczeń, znacznie słabnie, gdy nadużywa się dostępnych atrakcji. Co powiesz na smakowanie tego wszystkiego kawałek po kawałku? – przechyliła głowę, a wiedzione prawem grawitacji, intensywnie rude pasmo włosów zasłoniło część twarzy kobiety. Postanowiła przejść do sedna wypowiedzi bez babrania się w wymijające temat opisy. – Spotkamy się jeszcze? Za jakieś trzy, może cztery dni? Oczywiście nie naciskam, ale cudownie by było znów porozmawiać z kimś na poziomie, nie tylko ze współpracownikami ojca, którzy nastawieni są wyłącznie na materialne korzyści. Prawdę powiedziawszy, za twoją sprawką po raz pierwszy śmiałam się do rozpuku – sprzedała chłopakowi kolejnego kuksańca w bark.
– Cóż, chyba jesteś tą osobą, które nie wiedzą co będzie jutro, a mi to odpowiada, więc sądzę że ponowne spotkanie będzie jeszcze bardziej przyjemne. W końcu jak może nie być, skoro to spotkanie ze mną? No, nie wiem kiedy i o której, ale wątpię, żeby po dzisiejszym dniu nasze drogi nie zeszły się ponownie.
Michaela nie kryła się ze szczerym uśmiechem. Może nieco słabym, bo spowodowanym nadmierną ilością stężonego alkoholu w krwiobiegu, ale jak najbardziej prawdziwym.
– Wiesz, gdzie mnie szukać na przyszłość, sir.
– Nieprzytomnej pod którymś ze stołów w kasynie?
– Mniej więcej, tak – potwierdziła z cichym chrząknięciem.
Beztroska pogawędka nie trwała długo. Poranny patrol bezwzględnej policji nadzorujący uśpione jeszcze ulice nie przewidywał tłoku, z którego mógłby wedle uznania wychwycić karane potencjalnym mandatem osoby, więc drogą eliminacji zwrócił się on do chwiejnie wałęsającej się dwójki młodych ludzi. Los sprzyjał pracownikom komendantury, ponieważ ich służba o bladym świcie została urozmaicona o zatrzymanie pary wyraźnie upojonych imprezowiczów, a następnie bezzwłoczne przetransportowanie jej na najbliższy posterunek.
~***~
Współtowarzysz cicho przeskoczył przez metalowe zaciski wiążące siłę w jego knykciach, gdy gliniarz ciężko człapał przez monochromatycznie udekorowany korytarz aresztu. Umundurowany osiłek wlokący za sobą nieszczęsny duet solidnie oberwał od Nivana stalowymi kajdankami w grdykę, tracąc tym samym świszczący z przemęczenia oddech na kilka dłuższych chwil ku korzyści delikwentów.
– Chodź, zbieramy się, nie możemy ryzykować przymusem płatności sztrafu – szczelnie przylegające do nadgarstków kajdanki kobiety opadły z donośnym brzękiem na kafelki przy pomocy cienkiej blaszki, którą Nivan wynalazł z sam bóg raczy wiedzieć.
– Jestem w stanie spłacić tę grzywnę, wyjdziemy bez szwanku. Wystarczy tylko pokazać dowód tożsamości, za sprawą sowicie przekupionej psiarni nawet nas nie spiszą.
– Nie mam przy sobie dokumentów. Zostały w innym ubraniu, musimy uciekać – poważne ponaglenie bruneta raptem wymyło z głowy Michaeli nieprzemyślany plan.
Instynktownie pędem skierowali się w stronę wyjścia, ani razu nie oglądając się za siebie. Gdy w końcu zaczerpnęli w ściśnięte ze stresu płuca orzeźwiającego haustu powietrza, na twarzy rudzielca wykwitł uśmiech ulgi, wkrótce i takowy zagościł u Nivana.
– Nie powtarzajmy tego więcej – po wydyszanej prośbie kobieciny ich nogi powiodły pechowy duet w dwie różne strony, ku odmiennym interesom i bezpiecznym domostwom.
[ Bobie budowniczy? ]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz